Dzieci mają swój własny świat.
Świat pięcioletniego Jacka jest mniejszy niż jego rówieśników, choć on nie zdaje sobie z tego sprawy. Nie wie również, że istnieją ludzie naprawdę, a nie tylko w telewizji czy w książeczkach, które czyta jego mama. A może powinnam napisać „Mama”? Tak w końcu myśli o niej narrator powieści. Nic niezwykłego, prawda? To nawet zabawne – jego sposób mówienia, myślenia, „słówkowe przekładańce”, jak je sam nazywa, spojrzenie na meble, których nazwy w jego myślach rozpoczynają się wielką literą niczym jakiegoś kraju, codzienne przeżycia... Zabawne do czasu, kiedy okazuje się, że ten mały smyk zaprosił nas do miejsca niewoli. A wtedy staje się to poważne, choć ujęte w niecodzienną formę.
Książka, którą miałam przyjemność przeczytać jakieś dwa miesiące temu, okazała się jedną z najbardziej oryginalnych, jaką kiedykolwiek trzymałam w dłoniach. Pisarka idealnie wręcz ukazała psychikę małego człowieka, wychowanego w nietypowych warunkach i jego spojrzenie na świat Nazewnątrz (w ten sposób był również zapisany w książce – śmieszyły mnie te błędy ortograficzne, tak stylizowane na małego człowieczka!). Nie bez znaczenia jest fakt, że sama wychowuje dwójkę malców, co udało jej się ukazać poprzez wykreowanie więzi między rodzicielką a dzieckiem (oraz między czytelnikiem a małym Jackiem, który tak dobrze sprawdził się w roli przewodnika po tym innym, dziwnym dla nas świecie).
