Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2012 rok. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2012 rok. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 kwietnia 2012

„Przeczekać ten dzień” Anna Maria Jaśkiewicz



Jakiś czas temu zauważyłam uśmiechające się z półek grzbiety książek napisanych przez początkujących pisarzy. Rzadko kiedy można powiedzieć, że takowy egzemplarz czytało się wybornie, a przynajmniej bez większych zgrzytów. Co nie oznacza, że nie daję szansy ludziom, którzy po raz pierwszy z wypiekami na twarzy podpisują autografy na jeszcze świeżej stronie tytułowej. W końcu każda podróż zaczyna się od pierwszego kroku. A ten bywa decydujący.
Kiedy przeczytałam opis debiutu Anny Marii Jaśkiewicz, miałam nieodparte wrażenie, że książka będzie w pewnych aspektach powielać historię, jak i problematykę kultowego (i chwalonego – przyznam uczciwie, że nie rozumiem jego fenomenu) „Buszującego w zbożu” autorstwa J. D. Salingera. Zanim przekonacie się, czy miałam rację, warto zakreślić w choć kilku słowach fabułę „Przeczekać ten dzień”.
Sama historia zaczyna się od tajemniczego wyznania głównego bohatera: „Nie wiem, kiedy zasnąłem. Pamiętam tylko przerażającą ciemność napierającą ze wszystkich stron…”. Odtąd w spokojnym życiu polonisty, choć gorzkim i samotnym, zmieni się dosłownie w s z y s t k o. A to za sprawą zgubionego i szybko odnalezionego kalendarza. Nie byłoby w tym może nic nietypowego, gdyby nie fakt, że pod najbliższym piątkiem ktoś nakreślił jedno słowo. Śmierć.
Już na samym początku zainteresował mnie styl autorki – bardzo dojrzały, przykuwający uwagę czytelnika, obrazowy, a przy tym niezbyt silący się na górnolotność. Podałam koleżankom i pewnemu koledze owy twór i stwierdzili to samo. Irytowały mnie natomiast wtrącane krótkie zdania, pojawiające się na samym wstępie zdecydowanie zbyt często, co wybijało z rytmu. Z czasem jednak ich ilość albo się zmniejszyła, albo ( w co wątpię, bo jestem na takie rzeczy wyczulona) byłam tak pochłonięta rozpisaną opowieścią, że nie zwracałam na to uwagi.