sobota, 21 kwietnia 2012

„Przeczekać ten dzień” Anna Maria Jaśkiewicz



Jakiś czas temu zauważyłam uśmiechające się z półek grzbiety książek napisanych przez początkujących pisarzy. Rzadko kiedy można powiedzieć, że takowy egzemplarz czytało się wybornie, a przynajmniej bez większych zgrzytów. Co nie oznacza, że nie daję szansy ludziom, którzy po raz pierwszy z wypiekami na twarzy podpisują autografy na jeszcze świeżej stronie tytułowej. W końcu każda podróż zaczyna się od pierwszego kroku. A ten bywa decydujący.
Kiedy przeczytałam opis debiutu Anny Marii Jaśkiewicz, miałam nieodparte wrażenie, że książka będzie w pewnych aspektach powielać historię, jak i problematykę kultowego (i chwalonego – przyznam uczciwie, że nie rozumiem jego fenomenu) „Buszującego w zbożu” autorstwa J. D. Salingera. Zanim przekonacie się, czy miałam rację, warto zakreślić w choć kilku słowach fabułę „Przeczekać ten dzień”.
Sama historia zaczyna się od tajemniczego wyznania głównego bohatera: „Nie wiem, kiedy zasnąłem. Pamiętam tylko przerażającą ciemność napierającą ze wszystkich stron…”. Odtąd w spokojnym życiu polonisty, choć gorzkim i samotnym, zmieni się dosłownie w s z y s t k o. A to za sprawą zgubionego i szybko odnalezionego kalendarza. Nie byłoby w tym może nic nietypowego, gdyby nie fakt, że pod najbliższym piątkiem ktoś nakreślił jedno słowo. Śmierć.
Już na samym początku zainteresował mnie styl autorki – bardzo dojrzały, przykuwający uwagę czytelnika, obrazowy, a przy tym niezbyt silący się na górnolotność. Podałam koleżankom i pewnemu koledze owy twór i stwierdzili to samo. Irytowały mnie natomiast wtrącane krótkie zdania, pojawiające się na samym wstępie zdecydowanie zbyt często, co wybijało z rytmu. Z czasem jednak ich ilość albo się zmniejszyła, albo ( w co wątpię, bo jestem na takie rzeczy wyczulona) byłam tak pochłonięta rozpisaną opowieścią, że nie zwracałam na to uwagi.
Czasem raziła mnie nienaturalność dialogów, zbyt „delikatne”, brakowało odpowiedniej dawki dosadności. Karol rozmawia z uczniami w sposób ironiczny, więc natychmiastowo zaskarbia sobie tym samym sympatię odbiorcy. Jednak miałam wrażenie, że w niektórych momentach uczniowie albo mówią zbyt prosto, albo z przesadnym wyszukaniem. Chodzi tu o takie „perełki” - wiadomo, uczeń takowy ma większy zasób słownictwa, ale żeby od razu tak płynnie się wypowiadać? Jednak to w zasadzie drobnostki, może trafiły się ze dwa razy w całej powieści, a poza tym niektórzy faktycznie lubią popisywać się swoją nienaganną polszczyzną (co chyba nawet sam narrator kilka razy podkreślił, dodając, że ktoś zaakcentował coś dobitnie).
Cóż, jak widać, lubię zwracać uwagę na każdy detal. Lecz detalem w „Przeczekać ten dzień” nie jest bynajmniej kreacja bohaterów. Naprawdę zwraca uwagę charakter Brzezickiego. Jest już starszym mężczyzną, który przeżył bolesną stratę, zaniedbany i mający urok dawnych poetów, których wielbi, a przy tym umie wyciągać ciekawe wnioski – jeden z najlepszych elementów w całej książeczce to chwila, kiedy sprawdza wypracowania swoich uczniów i dopisuje do nich swój komentarz, a przy tym rozmyśla o tym, jak powinno się pisać. Poza tym w czasie lekcji widać, w jakich kategoriach postrzega licealistów, jak wiele chciałby od siebie dać i jak po prostu mu to nie wychodzi. Wydawałoby się, że jest życiowym nieudacznikiem, a jednak potrafił zdobyć się na odważne, niesamowite czyny.
Jednak gwiazdą tej historii jest niewątpliwie Wiśniewski. To chłopak inteligentny, będący jakby wyciętą figurką na tle płaskiego tła klasy. Wyróżnia się, bo tworzy klimat. Jest kimś trochę nieuchwytnym, nie wiadomo do ostatniej strony, czy nawet jest przyjaźnie nastawiony do swego nauczyciela, czy tylko z nim pogrywa. Jedną z najlepszych scen z nim jest wykład Karola na temat roli i interpretacji grzechu pierworodnego. Wydawało się już, już coś wisi w powietrzu, już zaraz się coś stanie. Sam fragment, zresztą dość obszerny, bardzo przypadł mi do gustu i sądzę, że pani Jaśkiewicz odwaliła kawał dobrej roboty, kolokwialnie rzecz ujmując.
Także drugoplanowe postacie mają swoje pięć minut, są charakterystyczne i nie do zapomnienia, przy czym każda z nich ma swój cel. Oprócz tego można dostrzec kilka wierszy, zapewne autorstwa pani Anny. Mają dobitną puentę, krótkie acz treściwe.
Kilka razy zaśmiałam się serdecznie, miałam dreszcze z niepokoju, chwytałam urok jesiennego krajobrazu, kibicowałam Karolowi, a na samym końcu musiałam odłożyć na chwilę książkę na bok, by odetchnąć i nie rozpłakać się. Końcówka była bardzo mocna w swej prostocie, w swym przekazie. A to jest niezmiernie ważne: wzbudzać emocje.
Na samym początku zastanawiałam się, czy warto dać szansę debiutantom oraz czy między „Przeczekać ten dzień” a „Buszujący w zbożu” jest więcej powiązań niż tylko drugie dno (świetnie zrealizowane w recenzowanej przeze mnie literaturze), czy czas trwania akcji (zaledwie pięć dni... Ilu z was skumulowało w takich słowach, w jakich uczynił to Karol, całe swoje życie?). Okazuje się, że nic poza tym, a może jednak coś więcej? No właśnie – to drugie dno, niepewność, czy wszystko odczytało się zgodnie z zamysłem pisarza. Na tym polega urok tej religijnej, niepozornej książeczki, że można rozgrzebywać strony scyzorykiem naszego umysłu i albo się dokopiemy do czegoś poza tym tym widzialnym, albo okazuje się, że mamy prawdę na samym wierzchu. A jedną z nich jest miłość, miłość przekazana w sposób prosty i tym samym naprawdę urzekający.
Niezależnie od wieku czy wyznania, chciałabym polecić gorąco tą opowieść. Jest niecodzienna, wymaga chwili czasu, skupienia, ale zostawia ślad. A to jest chyba najważniejsze w pisaniu – by móc oddziaływać na czytającego.


Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Promic, za co serdecznie dziękuję:)

15 komentarzy:

  1. O, właśnie skończyłam pisać recenzję tej książki i jutro mam zamiar umieścić ją u siebie. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. piękna okładka :) może przeczytam, jeżeli mi wpadnie w ręce, aczkolwiek obawiam się, że taka tematyka może mnie nieco zmęczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Mnie osobiście zachwyciła, poza tym na chwilę obecną bardzo upiększa prosty wystrój bloga * myśli, co z tym zrobić *
      Co do tematyki, to też jej się trochę obawiałam, choć na początku nie miałam określonego gatunku, więc poszłam na żywioł. Mnie oczyściła, dała pole do przemyśleń. Niby wszystko da się odczytać, a jednak jednocześnie jest kilka szczegółów, które mogą zastanowić. Więc warto sprawdzić na sobie. Wiem, że oceniasz dość... nie surowo, ale faktycznie bierzesz pod uwagę wszystkie czynniki, jednak myślę, że przypadnie Ci do gustu:)

      Usuń
  3. Zostałaś przeze mnie oTAGowana. Zachęcam do udziału w zabawie. :)
    http://sylwuch.blogspot.com/2012/05/otagowana.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak tylko odświeżę bloga - czyli na początku lipca - definitywnie ruszam z recenzjami i z zabawami. Dziękuję, że wzięłaś mnie pod uwagę, lubię takie gry między bloggerami, zbliżają:)

      Usuń
  4. O książce nie zdążyłam jeszcze usłyszeć, ale wydaje się naprawdę ciekawa. Jak tylko znajdę jakąś chwilę, zdecydowanie po nią sięgnę. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, teraz, jak to z reguły u mnie bywa, minęła we mnie ta... magia, magia, jaka we mnie tkwiła, odkąd ją odłożyłam. Może mnie wzruszyła, bo sama autorka jest nastolatką i operuje takimi środkami, które docierają właśnie do tej grupy docelowej, nie wiem. W każdym razie warto zerknąć. Mi dodała nadziei i sił.

      Usuń
  5. Przyznam wydaje się ciekawa !! Na pewno ją przeczytam !
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli tak, to tym bardziej polecam - krótka, a jednak nasycona treściami:)
      Pozdrawiam i dziękuję za komentarz. Rozgość się:)

      Usuń
  6. Bardzo dziękuję Ci za szczerzy komentarz. Sprawiłaś mi nim mnóstwo radości. Cieszę się słysząc, że moje recenzje się podobają. W Twoim blogu widzę duży potencjał, piszesz bardzo dobre i długie opinie, jestem pewna, że twoja strona szybko zyska dużą popularność.
    Co do książki to miałam okazję ją czytać i mi również się podobała :)

    P.s. Oczywiście obserwuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę? To bardzo się cieszę. I vice versa - cieszę się, że widzisz potencjał w tym blogu. Ruszę z jego odbudową pod koniec czerwca, kiedy sytuacja z ocenami będzie stabilna, wtedy może pokażę się z tej lepszej strony. Co do recenzji (moich), to myślę, że są za długie, ale uwielbiam rozwodzić się nad tematami, które mnie interesują.
      Też mam taką nadzieję:)
      Widziałam Twoją recenzję i cieszę się, że zyskuje w oczach nawet takich doświadczonych pod względem literackim osób jak Ty:)
      Dziękuję.

      Usuń
  7. Wydaje sie być bardzo ciekawa. :) Zaglądaj tutaj! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo jest, naprawdę. Wystarczy sięgnąć.
      Zaglądam, zaglądam, serio. Tylko, że postanowiłam zawiesić bloga do wystawienia ocen, czyli do 22 czerwca - myślę, że wtedy sytuacja będzie na tyle spokojna, że będę mogła pomyśleć nad wystrojem, odświeżeniem działów, recenzji i wypożyczeniu książek, które już wcześniej czytałam, by o nich napisać. Cieszę się, że mnie dodałaś do obserwowanych - to wiele dla mnie znaczy:) Postaram się Cię nie zawieść.

      Usuń
  8. Książka wydaje się bardzo ciekawa, a że daje do myślenia, to jeszcze lepiej. Po takiej recenzji na pewno bym chętnie po nią sięgnęła, jeśli się nadarzy okazja... szkoda tylko, że na świecie więcej książek niż okazji. Ale może pewnego dnia... ;)
    Mam nadzieję, że pojawisz się tu jeszcze z jakąś recenzją, bo piszesz je naprawdę dobrze ;) Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka warta uwagi, a przy tym dość lekka, więc idealna na wakacje. Możesz czytać, odprężyć się i nie masz wrażenia, że tracisz czas na coś beznadziejnego. Dziękuję za komplement:)
      Myślę, że już niedługo opublikuję kilka nowych recenzji, poza tym zaczęłam modyfikować stare, więc nadchodzę wielkimi krokami.
      Pozdrawiam również:)

      Usuń

Lubię prowadzić tego bloga i odpowiadać na ciekawe komentarze. Dlatego proszę, napisz coś, abym wiedziała, że ktoś tu wchodzi :)