Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2011 rok. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2011 rok. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 lipca 2012

„Pokój” Emma Donoghue

Dzieci mają swój własny świat.
Świat pięcioletniego Jacka jest mniejszy niż jego rówieśników, choć on nie zdaje sobie z tego sprawy. Nie wie również, że istnieją ludzie naprawdę, a nie tylko w telewizji czy w książeczkach, które czyta jego mama. A może powinnam napisać „Mama”? Tak w końcu myśli o niej narrator powieści. Nic niezwykłego, prawda? To nawet zabawne – jego sposób mówienia, myślenia, „słówkowe przekładańce”, jak je sam nazywa, spojrzenie na meble, których nazwy w jego myślach rozpoczynają się wielką literą niczym jakiegoś kraju, codzienne przeżycia... Zabawne do czasu, kiedy okazuje się, że ten mały smyk zaprosił nas do miejsca niewoli. A wtedy staje się to poważne, choć ujęte w niecodzienną formę.
Książka, którą miałam przyjemność przeczytać jakieś dwa miesiące temu, okazała się jedną z najbardziej oryginalnych, jaką kiedykolwiek trzymałam w dłoniach. Pisarka idealnie wręcz ukazała psychikę małego człowieka, wychowanego w nietypowych warunkach i jego spojrzenie na świat Nazewnątrz (w ten sposób był również zapisany w książce – śmieszyły mnie te błędy ortograficzne, tak stylizowane na małego człowieczka!). Nie bez znaczenia jest fakt, że sama wychowuje dwójkę malców, co udało jej się ukazać poprzez wykreowanie więzi między rodzicielką a dzieckiem (oraz między czytelnikiem a małym Jackiem, który tak dobrze sprawdził się w roli przewodnika po tym innym, dziwnym dla nas świecie).

sobota, 17 marca 2012

„Gra anioła” Carlos Ruiz Zafón

 
Kiedyś ujrzę to miejsce”, obiecuję sobie w duchu. Z lotu ptaka ogarnę wzrokiem całą przestrzeń, w wyobraźni zasnutą mgłami pomalowanymi beżami, szarościami, spopielonymi brązami. Już w głowie tworzy się sieć mniejszych i większych uliczek, tras, placów, głośnych kawiarń, rozrywkowych barów ożywających nocą, kamieniczek tętniących echem dawnych rozmów, wydarzeń, sporów, śmiechów i tańców, tańców, tańców do utraty tchu. Sieć składająca się na mapę urokliwego zakątka – Barcelony.
Nazwa jest melodyjna, ma coś w sobie romantycznego, jakiś rytm i czar. A przecież ciasne uliczki wychodzą na pełne przepychu place, panie w zwiewnych szalach ocierają się o biedaków, zaś dookoła szemrane sprawy... Barcelona jest pełna majestatu, lecz również pełna sprzeczności, a przynajmniej została tak ukazana w powieści Carlosa Ruiz Zafóna pt: „Gra anioła”.
Dzięki narratorowi, żyjącemu w latach dwudziestych pisarzowi Davidowi Martinie, dowiadujemy się o tajemniczej ofercie napisania książki: „(...) jakiej jeszcze nie było, w zamian za fortunę i, być może, coś więcej...”*

(Zdjęcie ze strony głównej "Gry Anioła)

poniedziałek, 30 stycznia 2012

„Trylogia Strażnicy Sampo, część I: Miecz” Timo Parvela + wyjaśnienia

Sampo to róg obfitości, zapewniający bogactwa znajdujące się w morzu, w ziemi oraz wszelką roślinność. Wzmianka o nim pojawiła się po raz pierwszy w starej legendzie fińskiej, opowiadającej o początkach świata, czyli w „Kalaveli”. Pytanie tylko, czy to wszystko ma coś wspólnego z recenzją książki, którą mam zamiar przedstawić?
Okazuje się, że tak i to całkiem wiele. Bowiem trylogia, której pierwszy tom mam już za sobą, ukazuje współczesną Finlandię, a dokładniej zmagania trójki młodych ludzi, którzy są zmuszeni zapobiec scaleniu w jedno Sampo – a musicie wiedzieć, że został on wcześniej rozbity na kawałki, które zapewniły bogactwo na różnych miejscach naszej planety. Całkiem sprawiedliwie, prawda? Tymczasem ktoś uparcie dąży do odnalezienie ostatnich odłamków, nie zważając na to, jaki ma to skutek na klimat i że wielu ludzi może umrzeć. Czas płynie nieubłaganie...

piątek, 27 stycznia 2012

„Perła Szanghaju” Antoni Marczyński

 „Perła Szanghaju? O, słyszałam o tym. Czekaj, napisał to Antoni Marczyński? Czy on czasem nie tworzył kryminałów?” - wielu mogło tak pomyśleć. A nawet klasnąć w dłonie, dowiedziawszy się o wznowieniu głośnej powieści przez wydawnictwo Videograf II. Ja natomiast stwierdziłam, że polski kryminał, zwłaszcza przedwojenny, może okazać się niezapomnianą podróżą w głąb ojczyzny, ale także innych zakątków świata. Żywiłam nadzieję na akcję, humor i klimat rodem z filmów o Jamesie Bondzie czy Indianie Jonesie. Niestety, najwyraźniej zbyt wielką.
Już od pierwszej linijki zostajemy wciągnięci w wir przygód, które są udziałem pewnej ślicznej Niemki i towarzyszącego jej literata z Polski. Wszystkie kłopoty, które spadają na tę dwójkę, wiążą się z wujem panny, mieszkającym w odległej Azji, a do którego Lotte przybywa.


Myślę, że tyle informacji powinno być podane na tylnej okładce. Tymczasem znajduje się tam niemal pełny opis historii, co skutecznie zmniejsza poziom zainteresowania czytelnika pozycją. Nie oznacza to jednak, że sama fabuła nie jest zajmująca – wprost przeciwnie. Ale było tak tylko w niektórych momentach, kiedy nagle coś się ruszało i człowiek niemal z wypiekami na twarzy przewracał strony. W pozostałych z półprzymkniętymi powiekami wzdychałam, patrząc ile jeszcze mi do końca zostało, omijając szerokim łukiem rozwlekłe, choć piękne opisy przyrody, mimo że z reguły bardzo mnie pociągają. Tutaj, nawet jeśli zaznaczono, że to książka przede wszystkim podróżnicza i ma obfitować w opisy kultur, zjawisk, budowli itp., to jakoś nie zainteresowała mnie na tym polu. Tym bardziej, że panuje opinia, jakoby to konkretne dzieło było przede wszystkim kryminałem. A skoro tak, to wymagam, aby mnie czymś zainteresowało, czymś nietuzinkowym, porwało i nie wypuściło.

„Niebieski ptak” Piotr Wojasz

Teraz, patrząc na śliczną okładkę powieści napisanej przez Piotra Wojasza, dochodzę do wniosku, że w przypadku niektórych książek trzeba poczekać z wydawaniem opinii. Mój błąd, przyznaję. Bowiem nim na dobre ochłonęłam, napisałam wręcz wzniosły hymn na cześć „Niebieskiego ptaka” autorstwa wyżej wymienionego pana. Możesz się domyślić, że teraz moja opinia nieco odbiega od tej sprzed kilku miesięcy.

"Niebieski ptak" to pełne pikanterii i rubasznego humoru wspomnienia cinkciarza, po mistrzowsku oddające absurdy peerelowskiej rzeczywistości lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Niepozbawiona sentymentu podróż autora w przeszłość jest przesycona gęstą atmosferą hotelowych barów, podejrzanych biznesów prowadzonych na obrzeżach prawa, szybkich romansów. Mnóstwo tu opisów miłosnych podbojów i nocnego życia w luksusowych kurortach tamtych lat, przez co powieść nawiązuje klimatem do kultowych filmów współczesnego polskiego kina, np. "Wielki Szu" czy "Sztos"

Jak najbardziej zgadzam się z opisem wydawnictwa, jednakże nie byłabym taka pewna, czy jest to plus powieści. Ciężko też ją ocenić w pełni obiektywnie, gdyż ma na to wpływ wiele czynników m. in. to, że jestem kobietą, a co za tym idzie – razi mnie podejście bohatera, a zarazem autora książki do kobiet, uważając je zwyczajnie za „zaliczone”, które obserwuje, by ocenić, czy są na tyle atrakcyjne fizycznie, by poświęcić im swój cenny czas. Przy tym uważa płeć piękną (z nielicznymi wyjątkami) za idiotki.

„Maria” Heinz-Lothar Worm

Słyszysz trzy słowa: dziewiętnasty wiek i Niemcy. Oczekujesz czegoś oryginalnego, w końcu: ile książek o tym okresie, o tym miejscu wydano? Niewiele, doprawdy. I to jeszcze naprawdę dobrej literatury, pokazującej nietuzinkową opowieść, tło historyczne i żywe postacie. Czy to dostaniesz w „Marii” autorstwa Heinza-Lothara Worma? I tak, i nie.


Piękna i wzruszająca historia o miłości z przełomu XIX i XX wieku, pełna dramatycznych i niespodziewanych zwrotów akcji trzymających czytelnika w napięciu aż do ostatniej strony. Sięgając po książkę mamy okazję przenieść się w wiernie opisaną scenerię XIX-wiecznych niemieckich wiosek i miasteczek i wraz z parą głównych bohaterów przeżywać problemy, które napotykają podczas wędrówki. Możemy wręcz poczuć wiatr który pcha łódź Karola i Marii w kierunku nowego życia, jakie czeka ich w Ameryce, ale też razem z bohaterami przeżywać chwile grozy, kiedy i to marzenie zdaje się być niemożliwe do spełnienia. "Maria” jest na pewno ciekawie opowiedzianą historią. Ale nie tylko. Mieszkający w Hesji Heinz-Lothar Worm od lat zajmuje się badaniem historii życia lokalnej społeczności oraz zbieraniem informacji o miejscowych tradycjach. Dzięki temu osoby pojawiające się w książce są barwne i interesujące, sprawiając wrażenie postaci historycznych, których sposób życia i zwyczaje z perspektywy współczesnego czytelnika są niezwykle intrygujące.

„Listy z jeziora” Agnieszka Korol

 Książkę Agnieszki Korol kilka miesięcy temu wypatrzyłam w katalogu księgarni Weltblid. Zainteresowałam się zwłaszcza tym, że akcja rozgrywa się na Mazurach, czyli w miejscu, w którym sama mieszkam. Pewnego dnia zobaczyłam w sprzedaży „Listy z jeziora” autorstwa czterdziestosiedmioletniej nauczycielki, która ma na swoim koncie również bajki dla dzieci, między innymi „Bajki o smokach podróżnych”. Bez wahania wybrałam to dzieło i już kolejnego dnia mogłam poznać losy Ireny, która dostaje tajemnicze, oskarżycielskie listy w zielonych kopertach. Ich autor podpisuje się imieniem Albert. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że tak nazywał się jej mąż, który zaginął dwadzieścia pięć lat temu...
Już od pierwszej strony wsiąkamy w ten maleńki świat Sierady, w której mieści się luksusowy pensjonat. Wszystko dzieje się w rytmie życia ludzi przebywających w okolicy tego ośrodka. Ich problemy, uciechy, bliscy są dobrym dodatkiem do dramatu Ireny. Ogół jest realistycznym odbiciem typowych wakacji w sielskim zakątku, a jednocześnie nawet najnudniejszy dzień wypełnia coś zabawnego czy bulwersującego. Nie pochłaniają one uwagi i można przejść kilka stron dalej bez efektu: "Czyżbym o czymś zapomniał(a)?". Być może jest to plus powieści, jednak ja lubię książki z dreszczykiem, który mi opis owej pozycji zapewniał.